ciasto drożdżowe

sliwki z miodem

Mini-tarta ze śliwkami i serem cambozola

Że nie lubię marnować jedzenia – wiecie.
Że dopuszczam półprodukty – dobrze wiecie :)
Że jestem wielką entuzjastką tart, quichy itp. – niebawem będzie wiedzieć!

Jest kilka osób, które czekają na przepisy na tarty, których u mnie próbowali – zapewniam, że będą. Inni czekają na bardziej mięsne przepisy twierdząc, że licznik odwiedzin wtedy dopiero wystartuje w przestrzeń kosmiczną – tych też uspokajam… Pojawią się! Póki co staram się po prostu nacieszyć świeżymi owocami, warzywami i tymi resztkami słonecznych smaków i zapachów.

Została mi odrobina ciasta drożdżowego z wczoraj. Tutaj wczorajszy przepis Zastanawiałam się, jak ją wykorzystać. Na bułki to już za mało :/ Postanowiłam zrobić uroczą mini-tartę, idealną na szybką przekąskę w ciągu dnia. Robi się ją dosłownie 15 minut i jest doskonała również na zimno.

Stopień trudności: bardzo łatwe
Czas przygotowania: 5 minut
Czas pieczenia: 10-15 minut

Składniki: /dla 2 osób/
resztka gotowego ciasta drożdżowego :)
3 śliwki węgierki
łyżka brązowego cukru
pół małego krążka sera Cambozola
2 łyżki płynnego miodu

Sposób przygotowania:
Ciasto wyjmujemy z lodówki na 20 minut przed pieczeniem. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni C. Boki ciasta zawijamy do środka i układamy na nim wymyte i przekrojone na połówki śliwki, miąższem do góry. Posypujemy cukrem i pieczemy 10-15 minut – do zezłocenia ciasta. Od razu po wyjęciu z piekarnika na każdym kawałku śliwki układamy cienki plasterek cambozoli. Przed podaniem polewamy delikatnie miodem.

 

Lubię takie słodko-słone połączenia smaków. Tarta okazała się pyszna i pięknie się prezentowała. Pokrojona na mniejsze kawałki i ułożona w polany miodem stosik zniknęła w tajemniczych okolicznościach, jak tylko mąż pojawił się w domu i tu informacja dla sceptyków takich połączeń. Nawet mięsnego, kotletowo-ziemniaczanego faceta można namówić na takie smaki. I możecie mi wierzyć… będzie prosił o jeszcze!

Teraz o Cambozoli słów kilka, żeby ubiec Wasze pytania ;) To ser który powstał z połączenia sera camembert i mojej ukochanej gorgonzoli. Jest kremowy i delikatny w środku – jak camembert, a jednocześnie lekko pikantny /zasługa niebieskiej, gorgonzolowej pleśni/. Nie trzeba go zapiekać. Sądzę, że za bardzo by się rozpłynął. W tym przypadku w zupełności wystarczyło ułożenie go na gorącej śliwce.

 

Wszystkich, którzy czerpią przyjemność z przeglądania moich wpisów, chciałabym zaprosić również na fanpage na Facebook’u. Pojawiają się tam zapowiedzi nadchodzących postów, można wymienić doświadczenia ;)
Zainteresowanych zapraszam TUTAJ

Pozdrawiam serdecznie!

DeeDee

Przepis bierze udział w akcji: